wtorek, 28 lipca 2015

Koronki

Dzisiejszy post nie będzie dotyczył urodzinowych słodkości. Tym razem pokażę Wam co ładnego do noszenia na co dzień można zrobić z koronki, gumowej taśmy i haftek. Chodzi oczywiście o bieliznę, a właściwie koronkowy stanik :D

Od dłuższego czasu szukałam jakiegoś ładnego i wygodnego stanika, ale nigdzie nie mogłam takiego znaleźć. Albo miseczki były za duże, albo był za ciasny pod biustem. Nie chciałam też wydawać na niego kilku stów, zwłaszcza że do żadnego nie byłam stuprocentowo przekonana. Wobec takiej sytuacji postanowiłam uszyć go samodzielnie. W internecie trafiłam na blog a pair & a spare, a tam na post jak zrobić koronkowy stanik. Pobiegłam do pasmanterii, kupiłam koronkę, haftki, gumki i zabrałam się do roboty. Na dodatek nie wydał na to więcej niż 20 zł! :D Efekt możecie zobaczyć poniżej:



Wykończenie nie jest najlepsze, bo wszystko szyłam ręcznie, ale nie jest to część garderoby, którą się wszystkim pokazuje, więc te drobne niedociągnięcia będę widziała tylko ja ;) Zachęcam Was, abyście też spróbowały uszyć Wasze staniki własnoręcznie. Gwarantowana świetna zabawa (połączona z frustracją gdy akurat coś nie wychodzi ;) ) i ogromna satysfakcja, że udało nam się to zrobić samodzielnie!

środa, 25 lutego 2015

Urodzinowa niedziela

W tę niedzielę obchodziliśmy z rodziną urodziny mojej mamy oraz brata, wobec czego miałam za zadanie przygotować dwa torty. Dla mamy chciałam zrobić coś klasycznego, a dla brata było dość oczywiste, że tematem przewodnim będą... owce ;) Tak, tak owce, nie owoce. Nie będę wnikać w szczegóły, ale to są po prostu jego ulubione zwierzęta. Robiąc ten tort inspirowałam się TYM dziełem. Oryginał oczywiście wygląda lepiej, ale podobno liczą się chęci :)



Poniżej przedstawiam tort dla mamy. W ostatniej chwili udało mi się od niej dowiedzieć, że lubi tort schwarzwaldzki, ale niestety nie byłam dostatecznie przygotowana jeśli chodzi o składniki, więc jak zwykle musiałam improwizować. Ciasto udało mi się zrobić dokładnie według TEGO przepisu, ale już jeśli chodzi o wiśnie to jedyne czym dysponowałam to dżem wiśniowy i tym się ratowałam. Jak to u mnie zwykle bywa, miałam też za mało śmietany, więc kremu wystarczyło zaledwie na przełożenie blatów, a na dekorację musiałam szukać innego sposobu.Wierzę jednak, że dzięki temu efekt jest lepszy ;) Zdecydowałam się na zwykłą białą cukrową masę plastyczną z czerwonym kwiatem na środku i czekoladowymi dodatkami ze złotymi koralikami. Oto efekt:





wtorek, 24 lutego 2015

Motylki i róże

Moje przyjaciółki obchodziły w zeszłym tygodniu urodziny. Z przyjemnością zrobiłam dla nich z tej okazji tort. Niestety nie zdążyłam przygotować dwóch osobnych,  ale i tak się ucieszyły. Spotkałam się z nimi wieczorem, kilka godzin przed nocą filmową, na którą się wybierały. Przynosząc im tort upewniłam się, że to przez senność, a nie z głodu czy braku cukru nie będą w stanie skupić się na filmach ;)  Ciekawe czy częstowały też innych głodomorów?



 Ostatnio poczułam już wiosnę, więc chyba stąd te motylkowo- kwiatowe klimaty ;)


sobota, 21 lutego 2015

Tort Piotruś Pan

Wiem, że tort "Piotruś Pan" był obiecywany wieki temu, ale niestety sesja mocno przyczyniła się do braku mojej aktywności tutaj.  Podobno jednak lepiej późno niż wcale, wobec czego przedstawiam Wam moją wersję tortową Piotrusia Pana :)



Figurki wyszły mi dość nieproporcjonalne, a Piotruś Pan wygląda na strasznie zasmuconego jednak z całości jestem dość zadowolona. Jeśli jeszcze będę miała okazję robić tort o takiej tematyce to obiecuję bardziej postarać się by Dzwoneczek był mniejszy od Piotrusia i trochę szczuplejszy (teraz wygląda jakby sam zjadł cały ten tort). A i jeszcze zatroszczę się bardziej o to by figurki trzymały pion (chyba lepiej by było, żebym użyła do nich masy cukrowej, a nie marcepanowej). Co ciekawe, zanim jeszcze ustawiłam je na torcie, kiedy jeszcze stały na blacie to Dzwoneczek miał większy problem z utrzymaniem równowagi, a nie Piotruś Pan. 



Gdyby ktoś z Was chciałby sobie oszczędzić kłopotów i niepotrzebnego stresu to proponuję uczyć się na moich błędach i upewnić, że na pewno macie wystarczającą ilość marcepanu lub masy cukrowej na obłożenie takiej ilości tortu jaką sobie przygotowaliście ;) Ja swoją porcję musiałam rozwałkować na strasznie cieniutkie placki, co sprawiło, że cała masa  co chwilę się rwała, a potem tylko kombinowałam co zrobić, aby zakryć dziury i żeby fałdki były jak najmniejsze.


W ciągu kilku najbliższych dni pokażę Wam kilka moich najnowszych prac. Właśnie nadszedł bardzo urodzinowy czas wśród moich najbliższych iod piątku zrobiłam trzy nowe torty.
Gdybyście mieli jakieś pytania to jestem do Waszej dyspozycji :)




sobota, 10 stycznia 2015

Torty

Tym razem chciałabym Wam zaprezentować torty, które zrobiłam. Tort SÓWKA zrobiłam kilka dni temu dla mojej przyjaciółki na jej 20-ste urodziny, a tort  KOT Z CHESHIRE robiłam rok temu na imprezę urodzinową mojej siostry.

SÓWKA

Upiekłam go z ciasta czekoladowego, przełożyłam dżemem jeżynowym i kremem czekoladowym. Dekorację zrobiłam z kolorowej masy marcepanowej. Torcik nie jest zbyt duży- ma niecałe 15 cm średnicy. Mam nadzieję, że się Wam podoba :)



KOT Z CHESHIRE

Ten tort przygotowywałam specjalnie na imprezę "Alicja w Krainie Czarów". Siostra nie określiła jaki tort jej się marzy, wiec miałam pełną dowolność ;) Zdecydowałam się na piętrowy tort przedstawiający Kota z Cheshire, ozdobiony czerwonymi i białymi różami nawiązującymi do ogrodu Czerwonej Królowej. Udekorowałam go kremem śmietankowym (z dodatkiem czerwonego barwnika do róż) oraz własnoręcznie zrobioną i barwioną cukrową masą plastyczną.



Jeżeli macie jakiekolwiek pytania co do szczegółów jak powstały te torty to dajcie znać :)

PS W najbliższym czasie czeka mnie przyjemność robienia tortu na tegoroczną imprezę mojej siostry. Tym razem temat przewodni to "Piotruś Pan". Jeszcze nie zdecydowałam jak będzie wyglądał, ale na pewno podzielę się z Wami efektami mojej pracy :D

poniedziałek, 29 grudnia 2014

CHALLENGE JAR

Święta, święta i po świętach :(
Ale jeszcze Sylwester i Nowy Rok przed nami- kolejne powody do świętowania :)

I właśnie ten nowy 2015 rok mnie najbardziej zastanawia. Hucznie zaczęty imprezą w gronie przyjaciół, a potem co? Wiele marzeń, planów, postanowień... Które z  nich uda się spełnić, a które będę odwlekać do następnego roku (i następnego, i następnego...)?

Tym razem zdecydowałam się nie robić zwykłej listy postanowień. Trochę siebie znam i wiem, że kilka dni wytrzymam, a potem zakoś się to rozlezie i nici z całorocznych planów. Doszłam do wniosku, że lepiej będzie tę masę postanowień jakoś podzielić (wszystkich swoich wad za jednym zamachem nie wyplenię). Wprowadzanie nowego dobrego nawyku raz na tydzień ma większe szanse na powodzenie. Tak powstał pomysł na mój "2015 week challenge jar"- słoik pełen postanowień. Początkowo miało być ich tam 52- tyle ile tygodni w roku. Jednak kiedy usiadłam nad kartką i zaczęłam zapisywać co chciałabym zrobić w przyszłym roku to szybko okazało się, że pierwotny limit został przekroczony. Ostatecznie uzbierało się ponad 100 postanowień, ale wcale mi to nie przeszkadza. Albo uda mi się je zrealizować w trybie przyspieszonym, albo przejdą na następny rok (wolałabym pierwszą wersję). Ogrom tych postanowień uświadomił mi jednak jak absurdalne byłoby zakładanie, że od pierwszego stycznia wprowadzam do mojego życia wszystkie te postanowienia jednocześnie i cokolwiek z tego pozostanie ze mną na dłużej niż kilka dni (100 nowych czynności do wykonywania codziennie mogłoby się udać jedynie gdyby doba była dwa razy dłuższa- w innym wypadku jest to po prostu niemożliwe).




Założenie jest proste: co tydzień w niedzielę około godziny 18 (kiedy już zaczynam intensywnie myśleć o tym co mnie czeka w przyszłym tygodniu) losuję jedną karteczkę (w trybie przyspieszonym wyciągam jeszcze jedną w środę, ale postanowienia wykonuję oba- nakładają się w kanonie). Na wykonanie zapisanego na niej postanowienia mam tydzień (najlepiej gdyby udało mi się daną czynność wykonywać codziennie, ale jednorazowe wykonanie zadania również będzie satysfakcjonujące). Ideałem byłoby gdyby udało mi się wprowadzić daną czynność do mojego życia jako nawyk i będę do tego dążyć, ale nie będę się zamartwiać (i wpadać w depresję jak to było przy postanowieniach całorocznych) jeśli mi się to nie uda.


Postanowienia są bardzo różne- są takie, które będą dla mnie dużym wyzwaniem (nie jeść nic słodkiego- a jestem uzależniona od słodkości), ale i takie które, będą dla mnie przyjemnością (obejrzeć film, który od dawna chciałam zobaczyć), niektóre planowałam z myślą o innych (podarować komuś prezent- niespodziankę), a inne z myślą o sobie (zrobić sobie maseczkę), część z nich mogę wykonać samodzielnie (nauczyć się całego tekstu ulubionej piosenki), a do części potrzebuję współpracy innych osób (spotkać się ze znajomymi), niektóre zajmą mi tylko chwilę (uśmiechnąć się do kogoś nieznajomego), a na inne muszę poświecić więcej czasu (zrobić przegląd w szafie). Poniżej jeszcze kilka karteczek z postanowieniami, a pozostałe niech zostaną moją słodka tajemnicą ;)
















Życzę wszystkim wytrwałości w postanowieniach noworocznych i satysfakcji z doskonalenia siebie :) Wszystkiego najlepszego w 2015 roku!!!

środa, 10 grudnia 2014

Pokrowiec na laptopa

 No to zdaje się, że pora na pierwszy projekt hand-made. Jest to pokrowiec na laptopa.

 Po zakupieniu wymarzonego notebooka o średnicy 13,3 cala spędziłam parę dni na poszukiwaniu "ubranka" dla niego. Okazało się to niełatwym zadaniem. Po pierwsze nie lubię kupować przez Internet (chyba, że dany produkt już dobrze znam). Zawsze wolę coś sprawdzić osobiście- zobaczyć, przymierzyć, dotknąć. Chociaż chętnie przejrzę ofertę w Internecie, by zorientować się co jest na rynku, jakie ceny itp. Przejrzawszy kilka stron wiedziałam już, ze szukam niedrogiego, miękkiego etui, niezbyt wymyślnego (bo takie droższe), po prostu czegoś co pozwoli mi włożyć lapka do torby i nie martwić się, że zaraz się połamie, obtłucze  czy jakakolwiek inna krzywda mu się stanie. Absolutnie nie chciałam torby na laptopa (takiej twardej, ciężkiej, z rączkami, kieszeniami i zajmującej mnóóóstwo miejsca), tylko sam pokrowiec. Z takim postanowieniem wybrałam się do Arkadii- świątyni konsumpcji, w której rzekomo jest wszystko. Po kilkugodzinnych poszukiwaniach okazało się, że jednak wszystkiego tam nie ma, a mianowicie brakuje jakiegokolwiek pokrowca na 13,3-calowego laptopa. Dość już zdenerwowana postanowiłam zajrzeć jeszcze do jednego sklepu, w którym to wszelakie sprzęty komputerowe powinny się znaleźć. Oczywiście po wejściu dość szybko okazało się, że mogę porzucić nadzieję, że ubiorę w coś mojego laptopa. Pokrowce są, ale nie trzynastki :( Tak więc do domu wróciłam z silnym postanowieniem stworzenia etui własnoręcznie. Efekt jest taki: